wiedział, że użyła go w dobrej intencji. Chloe wciąż była do

ślub?
- A więc pan wszystko wiedział! I pozwoli mu pan tam pójść?
sprawić, aby mnie pokochał! Pójdę do niego jutro! A jeżeli to nic nie da, to i pojutrze!
- Interesujące.
przyjacielowi do ucha:
- Chodź do mnie. - Wyciągnęła ramiona, chcąc go objąć. Opierał się nieco, ale nie
desperacji.
tacy natarczywi! Z przerażeniem uświadomiła sobie, że lord Alec Knight, podobnie jak jego
wielkiego salonu. Zamarła w miejscu, widząc, że kuzyn pyka leniwie fajkę o długim cybuchu.
- Na której czele stoi ten człowiek. Takie są moje zasady, monsieur. - Twarde spojrzenie, które mu posłała, szło w parze z chłodnym uśmiechem. - Nie jestem głupia. Doskonale rozumiem, że organizacja ma swoje cele, podobnie jak ja mam swoje. Byłoby mi niezmiernie miło, gdyby udało się nam je połączyć. Ku obopólnej satysfakcji. Spotkam się tylko i wyłącznie z osobą, która stoi na samym szczycie. Proszę dopilnować, żebym nie musiała zbyt długo czekać.
powrocie, dlatego włożyła suknię z bladozielonego jedwabiu - elegancką, choć skromnie
- Dostatecznie dużo - odparł, spoglądając na kuchenną klepsydrę. - Myślę, że...
- Mądrość, cherie, nigdy mnie nie ciekawiła. Becky próbowała usnąć, ale wkrótce
Skierowała lufę w dół i ostrożnie przechyliła się przez poręcz. Poniżej ktoś przyświecał sobie malutką latarką. Bezszelestnie pokonała resztę stopni i zaczaiła się w rogu. Po chwili usłyszała ostrożne kroki. Wychyliła się nieznacznie. W jej stronę szedł mężczyzna, z którym rozmawiała w muzeum. Miał na sobie granatowy kombinezon pracownika obsługi technicznej, w ręku niósł skrzynkę z narzędziami. Widząc tak profesjonalny kamuflaż, pokiwała głową z uznaniem. Spokojnie odczekała, aż ją minął, po czym wysunęła się z ukrycia i przyłożyła mu lufę do żeber.

księciu, ale ponieważ jest inteligentny, przypuszczam, że

czujny?
Spojrzał na mniejszego, brązowego kundelka z oklapniętymi uszami. Uśmiechnął
- Mówi się „wytrawny”, cherie. No, jeszcze trochę.

poważnie.

Rothley, by przyznała, że też ją to nudzi.
304
Tempera uśmiechnęła się i dodała łagodniejszym tonem:

- Poradzę sobie. - Machinalnie dotknęła medalionu, w którym ukryto maleńki mikrofon.

- Pora na lunch. Zjedzmy coś, a potem odbierzemy samochód i pokażesz mi okolicę.
mi tylko, co mam zrobić, a ja...
tu dotknęła głowy - jest naprawdę słodka.